Pamiętam ten deszczowy dzień w Tatrach, kiedy zwykła kurtka szybko nasiąkła wodą, a ja marzłem na podejściu pod Rysy. Właśnie w takich chwilach, gdy komfort zmienia się w bezpieczeństwo, doceniasz sprzęt, który naprawdę chroni przed niepogodą, choć nie należy zakładać, że jest on pozbawiony wad. Kurtka Salewa weszła wtedy w moje życie jako solidny towarzysz wypraw – to marka z długą tradycją, która projektuje odzież na trudne, alpejskie warunki. W niniejszym tekście podzielę się swoimi przeżyciami z kilkoma modelami, pokazując, co rzeczywiście działa, a co wymaga uwagi podczas intensywnego trekkingu czy wspinaczki.
Pierwsze spotkania z kurtkami Salewa – od Puez do codziennych wędrówek
Zacząłem od kurtki Salewa damskiej z serii Puez, ponieważ szukałem czegoś wszechstronnego na letnie i jesienne wypady w niższe góry. Ta lekka kurtka salewa damska z membraną PowerTex waży raptem 400 gramów i dobrze sprawdza się na dłuższych marszach, gdzie liczy się każdy gram w plecaku. Membrana o wodoodporności 15 000 mm słupa wody skutecznie trzyma deszcz, jednak przy silnym wietrze trzeba dobrze zaciągnąć jej regulowane brzegi, ponieważ w przeciwnym razie chłód łatwo się przedostaje.
Noszę ją często na szlaku w Bieszczadach, gdzie pogoda potrafi zmieniać się co kilka minut. Jej kaptur pasuje pod kask, co przydaje się przy via ferratach, a wentylacja pod pachami ratuje, kiedy robi się naprawdę gorąco. Niestety, po kilku praniach impregnacja osłabia się – dlatego należy regularnie odnawiać jej powłokę DWR, bo inaczej kurtka salewa traci swoje hydrofobowe właściwości. Puez to nie magia, ale po roku użytkowania nadal wygląda jak nowa, choć wewnętrzne kieszenie mogłyby być głębsze na mapę czy duży smartfon.
Ekstremalne testy – Ortles w wysokogórskich warunkach
Kiedy ruszyłem w Alpy na ambitniejszą wspinaczkę, wybrałem serię Ortles – to kurtki salewa przeznaczone na naprawdę surowe, wysokogórskie akcje. Model z Gore-Tex Pro, wyposażony w trzywarstwową membranę i wodoodporność 28 000 mm, przeszedł swój chrzest w czasie burzy na Matterhornie. Waga około 500 gramów nie męczy pleców, a wzmocnienia na łokciach wytrzymują tarcie o ostrą skałę. Kaptur, który jest kompatybilny z kaskiem, okazał się zbawieniem – nie zsuwa się przy dynamicznych ruchach głową.
Nie brakowało mi jednak momentów frustracji. W śnieżycy izolacja puchowa 90/10 (700 fill power) wilgotnieje, jeśli nie zadbasz o właściwą bieliznę termoaktywną pod spodem. Natomiast profilowane rękawy pomagają w pełnym zakresie ruchu, co doceniłem podczas asekuracji mojego partnera. Ortles nie jest tania – ceny tej salewa kurtka startują od 800 zł – i po dwóch sezonach szwy na ramionach wymagały drobnej naprawy. Mimo to, dała mi ona poczucie bezpieczeństwa w miejscach, gdzie błędy są bardzo kosztowne.
Wszechstronność Pedroc – kiedy kurtka musi sprostać wielu zadaniom
Seria Pedroc przyciągnęła mnie z myślą o szybkich biegach górskich i speed hikingu. Są to lżejsze modele, softshellowe lub z cienkim hardshellem, ważące około 300 gramów. Ich oddychalność na poziomie 20 000 g/m²/24h pozwala zapomnieć o nadmiernym poceniu się podczas intensywnych podbiegów w Dolomitach. Elastyczne materiały z dodatkiem elastanu dają dużą swobodę, a możliwość spakowania do małego rulonu (tzw. packability) to ogromny atut w małym plecaku.
Używałem jej również poza górami, na rowerze czy podczas jesiennych spacerów. Wentylacja typu pit zips działa błyskawicznie, chociaż w ulewie membrana 10 000 mm szybko osiąga swój limit. Kurtki Salewa z tej serii pasują dobrze do hybrydowych warstw – można je łączyć z puchową izolacją lub syntetykiem, takim jak PrimaLoft, dla lepszego zarządzania wilgocią. Minus? Po roku materiał na barkach niestety mechaci się od noszenia plecaka. Pedroc inspiruje do eksperymentów, pokazując, że jedna kurtka salewa może obsłużyć kilka zróżnicowanych aktywności.
Hybrydowe rozwiązania i izolacje – co sprawdza się w zimie
Kurtki Salewa często mieszają technologie, co widać w modelach z TirolWool Celliant – syntetyczną izolacją, która schnie szybciej niż naturalny puch. Na skitouringu w Sesvenna przetestowałem wersję ze 150 g/m² wypełnienia; trzyma ona ciepło do -10°C, ale przy dużej wilgoci traci swoją sprężystość (loft).
Oto kilka moich głównych obserwacji z wielu zimowych wypraw:
- puch 800 fill power działa najlepiej na suche mrozy, ale wymaga suchego przechowywania po użyciu;
- syntetyk PrimaLoft zachowuje swoje właściwości, nawet gdy jest mokry – jest więc bardziej odpowiedni na zmienne warunki pogodowe, np. w Tatrach;
- hybrydy, które łączą oba typy (np. puch na tułów, syntetyk na ramiona), niestety zwiększają łączną wagę do około 600 gramów;
- gramaturę wypełnienia, od 80 do 200 g/m², warto dobierać do aktywności – lżejsza na trekking, cięższa na biwak.
Te izolacje nie są wieczne – po 50 praniach mogą stracić około 20% swojej ciepłoty, stąd regularna impregnacja i właściwe suszenie to podstawa ich konserwacji.
Trwałość na co dzień i w akcji – realne wyzwania
Salewa stawia na wytrzymały nylon i poliester z powłokami DWR, co zapewnia dobrą odporność na promieniowanie UV i tarcie. Moja kurtka salewa z serii Agner przetrwała wspinaczkę w skałkach, choć po roku suwak główny zaczął się nieco zacinać. Regulowane mankiety oraz dolne ściągacze (hems) skutecznie zapobiegają wcinaniu się śniegu, co jest niezwykle pomocne podczas zjazdów narciarskich. Marka testuje swoje produkty z zawodowymi alpiniściami, więc jej produkty wytrzymują ekstremalne obciążenia, ale trzeba pamiętać, że codzienne użytkowanie i tak je zużywa szybciej.
W tabeli poniżej zestawiłem modele na podstawie moich długoletnich doświadczeń:
| Model | Waga (g) | Wodoodporność (mm) | Najlepsze na | Słabe strony |
|---|---|---|---|---|
| Puez | 400 | 15 000 | Trekking | Słabsza impregnacja |
| Ortles | 500 | 28 000 | Alpinizm | Wilgotnienie puchu |
| Pedroc | 300 | 10 000 | Trail running | Ograniczona izolacja |
| Sesvenna | 450 | 20 000 | Skitouring | Wyższa cena |
Moje wnioski po latach z Salewą – inspiracja do własnych wypraw
Po czterech latach testów różnych kurtki salewa wiem, że nie istnieje jedna, uniwersalna opcja na wszystko – trzeba dobierać model do konkretnych planów. Puez na codzienne szlaki, a Ortles na wysokie góry. Marka z Bolzano, będąca częścią Oberalp Group, trzyma poziom premium, chociaż ceny w zakresie 400-1200 zł bywają bolesne dla portfela. Testy w górach nauczyły mnie dbać o ten sprzęt: prać w 30°C i impregnować co sezon. Te kurtki salewa motywują do planowania dłuższych i ambitniejszych tras, ponieważ dają poczucie pewności, nawet gdy pogoda w wysokich partiach płata figle. Ostatecznie, warto samemu sprawdzić na szlakach, która z tych kurtki salewa pasuje do Twojego indywidualnego stylu wędrowania.
